2010-11-30 11:55:21 >>

w locie (z cyklu: patrząc w lustro)



Pobudzona tchnieniem wiatru
rozpostarłaś skrzydła,
by wznieść się nad codzienność
co pobladła i pobrzydła.

Pokuszona obietnicą
wzlotów, tańców i uniesień,
nie zważyłaś, że cię skrzydła
zniosły prosto w późną jesień.

Bo gdy raz przyzwolisz,
by wiatr rozpostarł twoje skrzydła,
nie powróci już codzienność
ta co zbladała, ta co zbrzydła.

Choćbyś wzniosła się jak Ikar
zbyt wysoko lub zbyt nisko,
ciebie morze nie pochłonie
choćbyś chciała i była blisko.

Los co cię skrępował
w otchłani bliskiej, czy dalekiej
wystara ci się o ból nieistnienia
czyniąc ni aniołem, ni człowiekiem

Więc gdzy martwi cię codzienność,
a poczujesz wiatr w oddali,
nie pozwalaj by cię uwiódł,
bo skuszonych ogień spali.

I nie mowa tu o ogniu
pochodzenia piekielnego,
lecz tym ogniu, który trawi
duszę uskrzydlonego




skomentuj (0)