2010-12-02 13:13:44 >> paradoksWiara. Wyznanie. Religia. Indywidualna strefa każdego człowieka. Zadziwiają mnie ateiści. W internecie natknęłam się na artykuł o roratach - ogólnie rzecz ujmując, dotyczył on katolików. Momentalnie posypały się komentarze, z kórych wynika jakoby większość z komentujących była niby ateistami. Piszę niby, bo dla mnie są to właściwie pseudo ateiści. Zgodnie z definicją ateizm to postawa odrzucająca wiarę w wszelkie bóstwa oraz zjawiska nadnaturalne. Czyli tak na "chłopski rozum" z mojego (czyt. katolickiego) punktu widzenia, dla ateisty żaden Bóg nie istnieje i tyle w temacie. Gdybym ja nie wierzyła w Boga to bym się go nie bała, nie interesowałby mnie ten temat (chyba, że w granicach fantastyki), a już napewno nie usiłowałabym z nim walczyć. Bo niby jak walczyć z czymś co rzekomo nie istnieje. Toż to walka z wiatrakami, a sławetny Don Kochot nie zasłynął raczej z mądrości, którą powinni kierować się racjonaliści. Zadziwiają mnie więc ci, którzy KRZYCZĄ GŁOŚNO jak to nie wierzą w Boga (żadnego). Czasem sama już nie wiem, czy bardziej chą przekonać katolików, czy siebie? Czy to nie jest pewnego rodzaju próba usprawiedliwienia pewnych zachowań (czyt. wbrew religijnym zasadom)? Tylko po co? Skoro dla nich Bóg nie istnieje to nie powinni przejmować się tym co robią (dopóki jest to w granicach prawa). Wciąż atakują wierzących i instytucje ściśle związane z daną religią. Ja sama nie pochwalam wszystkich działań kościoła (małe "k", bo mówię o instytucji, nie o wspólnocie), a już w szczególności nie akceptuję działalności, którą rozpowszechnił Ojciec Dyrektor (wiadomo kto), nie chodzi o rozpowszechnianie wiary, bo istnienie radia, czy telewizji o istocie ściśle religijnej nie byłaby problemem. Każdy wierzący (i niewierzący) ma prawo oglądać, czy słuchać takiej stacji, jaką ma ochotę. Tak jak wybiera człowiek pomiędzy polsatem a tvn-em, pomiędzy zet-ką a rmf-em. Nie akceptuję jednak tej ukrytej manipulacji, którą wiadoma stacja stosuje, budząc w wyniku swych działań nienawiść i swego rodzaju fanatyzm w celu nie innym jak załatwienia swych własnych ineresów (rzecz jasna - materialnych). Ja, będąc katoliczką wierzę w Boga i już. Choć miałam chwilę zwątpienia, która trwała ok. dwóch lat - juz sama nie pamiętam co sprawiło, że znów uwierzyłam, w każdym razie po tych dwóch latach, teraz okreśłiłabym takiego niebytu, moja wiara jest silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Ja czuję obecność Boga i nie czuję potrzeby walczyć z tymi co w niego nie wierzą (co nie wyklucza, że niektórzy uważający się za katolików tego nie robią, ale oni są dla mnie tylko pseudo katolikami, bo takie zachowania wykraczają poza normy i zasady, którymi kieruje się prawdziwe wyznanie katolickie). Szanuję wyznawców innych religii. Uważam, że wszystkich w każdej religii łączy wiara, że jest jest Jeden, Najważniejszy (nawet w religiach, w których wyznaje się wielobóstwo) Bóg (w każdej religii zwany inaczej, ale dla mnie katoliczki, to Bóg). Szanuję też prawdziwych ateistów, dla których Bóg zwyczajnie nie istnieje i już. Jeśli dla kogoś Bóg nie istnieje, to nie powinien czuć potrzeby walki z wierzącymi (nawet jeśli tłumaczy to i nazywa walką z wiarą w niesistniejącego Boga, a nie z samym Bogiem). Taka walka to dla mnie paradoks. Choć bardziej chyba obłuda. Bo ateiście powinno być wszystko jedno, czy druga osoba wierzy w Boga, czy nie, tak jak człowiekowi jest wszystko jedno, czy druga osoba lubi słuchać muzyki, czy nie. Na tym polega racjonalny tok myślenia, a racjonalizm to domena ateizmu (tego prawdziwego). Walka, którą toczą pseudo ateiści zakrawa o nienawiść. A nienawiść to uczucie i nie ma nic wspólnego z racjonalizmem. Oczywiście każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania, szkoda tylko, że nie może odbywać się to w kulturalny sposób: -Wierzę w Boga -A ja nie wierzę.
I tyle w temacie, tak wyglądałaby rozmowa prawdziwego katolika (w przypadku prawdziwego katolika musiałoby się to jescze pokrywać z tym co czyni na codzień i jak żyje, nie wystarczy powiedzieć, że się wierzy, "wierzyć znaczy czynić") z prawdziwym ateistą (w tym przypadku wystarczą słowa). Ewentualnie zainteresowani dalszą polemiką mogliby rozwinąć ją o argumenty wyjaśniające dlaczego wierzysz, dlaczego nie wierzysz. Jednak wszystko można załatwić kulturalnie. Bez zbędnych emocji. Bo nie może być ateistą ten, któremu przeszkadza Bóg (lub osoba tylko dlatego, że w niego wierzy), tak samo jak nie jest katolikiem ten, który ośmiela się nim nazywać, a którym kieruje nienawiść lub brak szacunku dla drugiego człowieka kimkolwiek by był (których również jest wielu na forach internetowych i nie tylko).
skomentuj (1) |
|
|||||||